Felieton zimowy

Pamiętacie domek w Karkonoszach? Wiecie, ten filmik w którym to gościu narzekał na fakt istnienia śniegu na posesje w Karkonoszach (no i na parę innych rzeczy, ale tą kwestię już zostawmy) . Kiedyś ze współczuciem słuchaliśmy tej opowieści, nie obyło się bez paczki chusteczek- mężczyźni płaczą przy „Gladiatorze”, kobiety przy „Titanicu”, a obie te płcie, ronią rzewnie łzy przy „Domku w Karkonoszach”.

Jakież to były piękne czasy- człowiek narzekał że spadł śnieg , że musi brodzić przez nieodśnieżone chodniki, że musi odśnieżać, że musi zrzucać śnieg z szyby auta, że ktoś nam przywalił śnieżką (lub co gorsza, wsadził nam głowę w zaspę lub włożył śnieg za kołnierz). A dzisiaj? Smutne czasy nastały. Jak śnieg spadnie to święto. Naprawdę! Zapisuje ten dzień w kalendarzu, by za rok otworzyć szampana, zamówić piękny placek, ze względu na wspaniała rocznicę. Gdy spadnie śnieg ,od razu wychodzę z domu i zaczynam lepić bałwany, robię aniołki, rzucam ludzi śnieżkami- tak! wychodzę na miasto i ładuje przypadkowych przechodniów śnieżkami, zachowuje się jak terrorysta, ale tylko w ten sposób, mogę wyrazić swoją radość, szkoda tylko że żaden ze strażników miejskich nie potrafi tego zrozumieć. Pod przedszkolem czekam w krzakach, jak wyjdzie jakiś mały brzdąc, siup! Od razu w zaspę- dziecko płacze, a Ja mówię : „Kiedyś mi podziękujesz”- co prawda jeszcze żaden mi nie podziękował, ale zrzucam to na karb pamięci dzieci, która jak wiemy jest dość ulotna. W kościele zamawiam msze dziękczynną za dar śniegu. Można by powiedzieć- śpieszmy się kochać śnieg, tak mało go zostało.

Bardzo mało. Gdy trzymam twarz, głęboko w zimnej masie śniegu, z rozrzewnieniem wspominam wszystkie te chwile spędzone w towarzystwie śniegu. Tęsknie za czasami gdy się jeździło na sankach, na jabłuszku czy zwyczajnym worku z sianem u wujka, na wale przeciwpowodziowym przez cały dzień- czuło się jak Adam Małysz. Tęsknie za czasami gdy się tak po ludzku, nawalało śnieżkami- wiecie, człowiek to traktował jako prawdziwą wojnę, jako sprawę honoru, by bliźniemu przywalić mocno ugniecioną, twardą niczym lód, śnieżką. Prawdziwym punktem honoru, było również ulepienie większego, potężniejszego bałwana niż ma ten cham sąsiad- ma być większy garczek! Większy węgiel! Większe kule! Większa marchewka! Może zwariowałem, ale tęsknie nawet za chwilą gdy mój starszy brat, wrzucał mnie w zaspę- raz zapomniał że pod zaspą jest rów i wylądowałem dość twardo w tym rowie, ale mimo wszystko, mimo że wtedy bardzo narzekałem- mogłem przecież złamać sobie chociażby obojczyk!- to teraz bym do tego wrócił. Tęsknię za kuligami , organizowanymi u dziadka- cała rodzina, uwiązana na wątłym sznurku, do dorożki. Tęsknię za tym białym światem, za tym magicznym światem, wprost z opowieści Braci Grimm.

Śniegu wróć!

Wołam do Ciebie: wróć!

Tęskno mi na mej duszy!

Jakoś pusto tak bez Ciebie

Śniegu, te wszystkie chwile, gdy wyklinałem Cię od najgorszych

To były zwyczajne żarty

Wiem że nie umiem żartować

Mam nadzieję że mi wybaczysz

I jeszcze kiedyś wrócisz.


Autor wpisu: M. Liguz.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

LIVE OFFLINE
track image
Loading...