Folklor powiatu dębickiego

Folklor powiatu dębickiego

Ziemia Dębicka to region położony u progu Karpat, na skraju rozległej doliny Wisły. Najstarsze odkryte ślady wskazują, że nasi przodkowie żyli tu przed rokiem 8200 p.n.e., w okresie późnego paleolitu. Ślady obróbki krzemienia z tego okresu znaleziono w Borowej i w Czarnej. Pierwsze ślady pobytu człowieka na Pogórzu Karpackim pochodzą z neolitu, wtedy to człowiek, zmienił tryb bytowania na osiadły. Najstarsze ślady siedzib znaleziono w okolicach Wiewiórki i Głowaczowej. Ludność zamieszkująca rejon Ziemi Dębickiej może poszczycić się wieloma tradycjami i obyczajami, które niestety obecnie częściowo zanikają.

Każdy człowiek potrzebuje w coś wierzyć. Jest to odwieczne zapotrzebowanie ludzi. W chwilach depresji szuka ucieczki w modlitwie. Podobnie traktowano wiarę w minionych epokach historycznych, zmieniał się tylko sposób wyznawania oraz bóstwa. Słowianie czcili najchętniej siły przyrody. Po tzw. rewolucji neolitycznej powszechny stał się kult słońca. Kultem obdarzano również gwiazdy, rzeki. Niegdyś na terenach dzisiejszego powiatu dębickiego wierzono w różne uroki. Uważano, że człowieka, na którego spojrzy ktoś urokliwie, będzie boleć głowa i dostanie on dreszczy. Wierzono także, że jedynymi sposobami na odwrócenie uroków jest spluwanie na chorego oraz rzucanie węgielków na wodę, wymawiając następujące słowa: „Uroki na psa, kota, wrony, sroki”. Następnie wodą tą obmywano chorego, pozostałą jej część wylewano na dach trzykrotnie. Po pierwszym i drugim razie zbierano ją i przelewano do naczynia, w którym była poprzednio. Lokalnie zachowało się przekonanie, że gdy na wiosnę zobaczyło się jako pierwszego motyla z żółtym odwłokiem, pomagało to bartnikom, a jeśli był to motyl z odwłokiem białym – miało to sprzyjać hodowcom bydła. Kolejnym przesądem była zasada, zgodnie z którą gospodarzowi nie wolno było sprzedawać nasion żyta, pszenicy lub lnu, jeżeli sam go jeszcze nie posiał, a siewu nie wolno było rozpoczynać przy jednoczesnym świetle księżyca i słońca. W czasie siewu prosa natomiast gospodarz nie mógł do nikogo mówić, aby wróble nie zjadły nasion. Jednym z wierzeń pozostałym z czasów, gdy jeszcze na Podkarpaciu nie przyjęto chrześcijaństwa, było topienie jakiejś postaci na pamiątkę zakończenia zimy – to znana nam do dziś marzanna. Po przyjęciu chrześcijaństwa i jego rozpowszechnieniu się, ludzie stawali się coraz bardziej religijni, przy spotkaniu pozdrawiano się słowami: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”, a wchodząc do chaty sąsiada, czyniono znak krzyża.

Innym, wartym uwagi tematem są potrawy. Zdecydowana większość ludności zamieszkującej Ziemię Dębicką to mieszkańcy wsi, trudniący się rolnictwem. Spożywali oni to, co sami wyprodukowali w gospodarstwie rolnym. Do zup zaliczano tzw. ukropek, czyli omaszczony słoniną wrzątek z chlebem oraz tzw. rosół z gwoździa, czyli podawany z ziemniakami wywar z jarzyn maszczony skwarkami. Z powodu braku cukru gotowano buraki cukrowe, uzyskując w ten sposób słodką wodę do kawy zbożowej. W niedziele i święta posiłki były nieco bardziej wyszukane, obfitsze i bogatsze w białko. Do typowo świątecznych potraw należały: rosół z ziemniakami oraz ziemniaki z kawałkiem mięsa i kapustą. Na obiad często przygotowywano pierogi lub naleśniki. Na kolację niekiedy podawano kołacz i kawę zbożową z mlekiem. Na śniadania był żur lub – znacznie częściej – chleb z masłem. Mięsa spożywano niewiele – w zasadzie tylko w przypadku wspomnianych świąt oraz przy okazji świniobicia. Słonina i pozostałe tłuszcze, które pozyskiwano ze świniny, przez cały rok służyły gospodyniom jako omasta do kapusty. Podsumowując powyższe zestawienie można zauważyć, że w wiejskich gospodarstwach w regionie zawsze dwa lub trzy razy dziennie jedzono ziemniaki, najczęściej z żurem, gotowaną kapustę, a także kaszę. Na skutek ubożenia wsi, właśnie ziemniaki, kapusta i żur od końca XIX w. zaczęły wypierać popularne niegdyś potrawy mączne. Na stołach ziemiańskich natomiast tradycyjnie nie brakowało w codziennym jadłospisie białego pieczywa, nabiału, masła i mleka, a na obiad potraw mięsnych, mącznych. W postne dni serwowano ryby oraz raki pochodzące z własnych stawów. Uczty i bale obfitowały w wykwintne pożywienie: pieczone prosię, gęsi, polędwice i inne mięsa oraz wędliny, torty, inne ciasta oraz napoje.

W tradycyjnym środowisku wiejskim, w którym więź społeczna i terytorialna odgrywała znaczną rolę, ważnym elementem życia ludności były tańce. Wiązały się one zwykle ze ściśle określonymi okazjami, jakie stwarzały obrzędy rodzinne, zwyczaje gospodarskie i towarzyskie, święta i uroczystości lokalne. Pełniły one rożne funkcje społeczne, były formą rekreacji, zawierania nowych znajomości, niezastąpionym elementem obrządków ludowych. Na szczególną uwagę zasługują tańce związane z obrzędowymi zwyczajami weselnymi. Odnosiły się one do treści obrzędu weselnego, symbolizowały jego sens w różnych momentach wesela: po przyjeździe pana młodego do domu panny młodej, przed odjazdem państwa młodych do ślubu, przed oczepinami, w ich trakcie i bezpośrednio po nich czy już po wszystkich ceremoniach obrzędowych.

Z XIX-wiecznych przekazów znamy doroczną okazję do tańca, jaką było obchodzone jeszcze w czasach pogańskich świętowanie letniego przesilenia dnia z nocą. To słowiańskie święto kupały. Przeobraziło się ono z czasem w świętojańską sobótkę. Palono wówczas w ustronnych miejscach ogniska, przy nich zbierała się – na taneczne korowody i inne pląsy – młodzież, a także starszyzna. Udział w nich oraz magiczna moc ognia miały zapewnić szczęście, powodzenie i zdrowie przez cały rok.[ZD1] 

Źródło: http://www.interklasa.pl/portal/dokumenty/r018/main.php

Źródła fotografii: www.dkpilzno.pl; www.glos24.pl

Autor: Filip Bąk

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

LIVE OFFLINE
track image
Loading...