Technologia zabije człowieczeństwo?

Technologia zabije człowieczeństwo?

            Technologia jest obecna w życiu człowieka od początku jego dziejów. Jak twierdził Herbert Marshall McLuhan, ciągły jej rozwój oddziałuje na kulturę, każdy wynalazek rozszerza możliwości naszych zmysłów, zmienia sposób odbioru otoczenia: Środek jest przekazem. Innymi słowy, indywidualne i społeczne konsekwencje każdego środka – to znaczy każdego ,,przedłużenia” nas samych – wynikają z nowych proporcji, wprowadzonych w nasze życie za pośrednictwem każdej nowej formy ,,przedłużenia” nas samych, czy każdego nowego środka technicznego. Wspomniane „przedłużenia” rozwinęły i przyspieszyły proces komunikacji, który dla nas ludzi, jako istoty społecznej, jest tak cenny, niezbędny, jak woda, czy tlen dla życia i funkcjonowania na świecie. Irving Fang, rozwijając pojęcie rewolucji informacyjnej, wymienił dziejowe wynalazki modyfikujące komunikację. Ostatnimi z nich są komputery i technologie wizualne.

Już teraz, w pierwszych dziesięcioleciach XXI wieku, człowiek potrafi stworzyć roboty humanoidalne, których funkcjonowanie bazuje na zaprogramowanej sztucznej inteligencji. Są to organizmy bardzo przypominające nas samych. Oczywiście, każdy naukowiec stwierdzi, że jego technologia ma „służyć” człowiekowi; być jego mcluhanowskim „przedłużeniem”, ale… zastanawiam się, dokąd to zmierza. Chcemy kolejny raz w dziejach „bawić się” w bogów? Już przed laty ludzie, tworząc wynalazki, rozwijali technologię właśnie w tym celu. Nie wiem, czy umyślnie, ale wydaje mi się, że niestety taką możemy mieć naturę. Jak w biblijnej przypowieści o wieży Babel – chcemy pokazać, że dążymy do doskonałości, chcemy być wszechmogący. Amerykanie opracowali bombę atomową, za pomocą której w jednej sekundzie zdecydowali o przerwaniu życia tysiąca niewinnych istnień, zrzucając ładunki na dwa miasta w Japonii. Oczywiście później, w latach pięćdziesiątych XX wieku, retoryka władz USA starała się ocieplić wizerunek atomu. Wymieniano szereg jego zalet dla rozwoju energetyki i przemysłu, stworzono nawet zabawkę dla dzieci o nazwie Gilbert Atomic Energy Lab, gdzie użyto nieszkodliwą dla człowieka dawkę materiału radioaktywnego, a do przenośnego laboratorium dodano komiks opisujący wyjątkowość i mnogość pozytywnych zastosowań tego „dobra”.  Tego rodzaju niebezpieczne wynalazki, które miały nas „przedłużać”, powstawały na całym świecie. To tylko jeden z przykładów, jakim chcę unaocznić problem. Technologia, a raczej to, jak człowiek ją tworzy, sprawia, że kiedyś przekroczymy niebezpieczną granicę. Wówczas nie zginą tysiące, miliony, czy miliardy ludzi… To wszystko może doprowadzić do wyginięcia całej cywilizacji.

            Nie przeczę temu, że technologia pozwoliła na rozwój ogromu zastosowań, jakie w wielu aspektach ułatwiają nam funkcjonowanie. Sam czerpię z niej garściami, wykorzystuję ją do pracy, do rozrywki, czy komunikacji. Niejednokrotnie opracowane przez naukowców wynalazki pozwalają na uratowanie naszego zdrowia lub życia. Mam tego świadomość. Jestem zafascynowany tym, jak wiele osiągamy w tej materii. W latach sześćdziesiątych XX wieku Stanisław Lem stworzył w swojej wyobraźni obraz współczesnego ebooka: Książki to były kryształki z utrwaloną treścią. Czytać można je było za pomocą optonu. Był nawet podobny do książki, ale o jednej, jedynej stronicy między okładkami. Co ciekawe, technologia „dogoniła” wyobraźnię Lema jeszcze za jego życia, bo w 1998 roku, kiedy zadebiutował na rynku pierwszy czytnik ebooków. Pęd, z jakim cywilizacja ludzka tworzy kolejne wynalazki, wprawia zatem w podziw, ale równocześnie przeraża. Science fiction Lema w mgnieniu oka przeobraża się w rzeczywistość, jaką możemy doświadczać na co dzień.

            Wspomniałem o teorii naukowej, która zakłada, że wynalazki przyspieszają proces komunikacji i ten proces modyfikują. Cyfrowa ewolucja, której ogromnym osiągnięciem jest Internet, wyraźnie przekształciła i nadal przekształca to, co ludzie chcą sobie przekazywać. Przekształciła i przekształca komunikaty. Komunikacja internetowa „rozbiła” wiele barier, jakie wcześniej utrudniały kontakt. Bez wysiłku mogę rozmawiać z osobami ze wszystkich stron świata, widzieć ich twarze. Internet to też ogromna baza informacji. Niestety mamy dostęp do ich nadmiaru. Do czego to może doprowadzić? Wsiadam do autobusu i widzę grupę cyborgów, które łączą się ze swoimi smartfonami i niemal bezmyślnie wgapiają się w szklane ekrany, by nie ominąć żadnej informacji. Dlaczego cyborgów? Oto, jak cyborga opisuje Donna Haraway: (…) to cybernetyczny organizm, hybryda powstająca ze skrzyżowania maszyny i organizmu. To postać fikcyjna, a jednocześnie wytwór społecznej rzeczywistości. Na rzeczywistość tę składają się realnie istniejące w życiu związki, nasza najważniejsza konstrukcja polityczna, fikcja, która potrafi wstrząsnąć światem. Ludzie tworzą ze smartfonami jeden organizm, który w teorii przybiera coś na kształt fikcyjnej postaci, choć, jak widać, ta postać ma wpływ na odbiór rzeczywistości. Cyborgi z autobusów starają się nie ominąć żadnej, choćby najdrobniejszej i najbardziej błahej informacji, jaką mogą znaleźć w Internecie. W skrajnych przypadkach prowadzi to do choroby cywilizacyjnej, zwanej FOMO. Charakteryzuje się ona lękiem przed tym, czego nie poznaliśmy, nie zobaczyliśmy, o czym nie przeczytaliśmy. FOMO wiąże się więc z presją wykluczenia społecznego, co w efekcie może nieść za sobą symptomy uzależnienia – socjomanii internetowej. Internet „pochłania” osobę uzależnioną, a to może zachwiać jej relacje w kontakcie fizycznym. Osoby sprzed epoki Internetu, siedząc w autobusie obok obcego człowieka, bez większych przeszkód nawiązują z nim kontakt. W wielu przypadkach potrzebują tego kontaktu. Co robią nasze cyborgi? Angażują większość swoich zmysłów w odbiór informacji „ze szkiełka” i ograniczają lub całkowicie odrzucają na ten czas fizyczne otoczenie. Skupiają się też przeważnie na obrazie, na uproszczeniach tekstu. Cywilizacja się więc rozwija, ale człowiek się w niej gubi. Czyżby wracał małymi krokami do swojego przodka z jaskini? Różnica tkwi w tym, że jaskiniowcy nie byli aspołeczni, żyli w grupach.

            Człowiek jest tak podobny do swojego biblijnego stwórcy, że stara się do niego jak najbardziej upodabniać. Chciałbym na moment wrócić do myśli związanej z robotami humanoidalnymi. Są one tworzone z myślą, że będą nam służyły jako narzędzie. Pomogą w dotarciu w odpowiednie miejsce, posprzątają w domu, czy wykonają inne nasze polecenia. Pytanie, co się stanie, jeżeli sztuczna inteligencja przestanie być sztuczna? Naukowcy pracujący dla właściciela portalu społecznościowego Facebook Marka Zuckerberga przeprowadzili eksperyment, każąc dwóm robotom, tak zwanym „chatbotom”, zacząć ze sobą rozmawiać. Roboty opanowały swój własny język, niezrozumiały dla człowieka i wykorzystywały go do komunikowania. Eksperyment przerwano. Ta sytuacja pozwala przypuszczać, że w pewnym momencie sztuczna inteligencja będzie potrafiła odczuwać emocje, wytworzy świadomość i stanie się nie do odróżnienia od ludzi.

W grze komputerowej Detroit: Become Human przedstawiono wyobrażenie świata, w którym istniały androidy – maszyny zewnątrz nie odróżniające się od ludzi. Najnowsze modele robotów miały skłonność do destabilizacji. Objawiało się to tym, że odczuwały one emocje, a do większej destabilizacji doprowadził sam człowiek. Czym to spowodował? Swoją bezdusznością i okrucieństwem. Te cechy uważam za coś, co towarzyszy nam, odkąd istniejemy. W fabule gry androidy były traktowane przez ludzi w sposób przedmiotowy. Miały one bezbłędnie wykonywać swoje zadania. W innym wypadku były bite, poniżane, ponieważ dla człowieka istniały tylko jako nieożywione roboty. Postępująca destabilizacja w oprogramowaniu androidów doprowadziła do tego, że zaczęły one odczuwać wszystkie ludzkie emocje. W pewnym momencie wyszły na ulice i zbuntowały się przeciw ludziom. W jednym z możliwych scenariuszy gry człowiek musiał uznać istnienie nowej rasy na swojej planecie. Czy to go zmieniło? Wątpię…

            Rozwój technologii jest fascynującym, ale i niebezpiecznym zjawiskiem. Czy doprowadzi do zniszczenia ludzkości?  Wszystko zależy od nas. Musimy się rozwijać, bo taka jest nasza natura, ale nie możemy „bawić się” w bogów, bo to może się dla nas skończyć tragicznie.

Autor: Kacper Ciuba

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

LIVE OFFLINE
track image
Loading...