J. K. Rowling z Rzeszowa – jak Marysia Krasowska stała się idolką polskich nastolatek (część 1)

Marysia Krasowska – autorka książek, influencerka, blogerka, podróżniczka, organizatorka kolonii i propagatorka aktywnego stylu życia. Choć pochodzi z Rzeszowa, domem jest dla niej cały świat, a swoją pasją i pozytywnym myśleniem zaraża nastolatki z całej Polski. W wywiadzie dla Radia Feniks opowie o nowej powieści, swoich planach, marzeniach i dokonaniach.

W wieku 24 lat zabierasz się za pisanie piątej książki – zdradzisz historię powstania Twojej pierwszej powieści, a także to, jak Twoja twórczość ewoluowała i czego jako autorka uczyłaś się przy pracy nad Twoimi kolejnymi pozycjami?

Na początku miałam kanał na YouTube, od tego się wszystko zaczęło i zresztą nadal pozostaje on głównym medium mojej działalności. W wieku 15 lat miałam dużo wolnego czasu w gimnazjum i zaczęłam pisać książkę. Początkowo nawet nie pomyślałabym, że to będzie książka z prawdziwego zdarzenia – ot, po prostu zaczęłam wstawiać kolejne rozdziały na bloga. Ludziom spodobało się to do tego stopnia, że zachęcali mnie do tworzenia jeszcze więcej i jeszcze szybciej. Książkę wydałam dopiero w wieku 18 lat, gdyż jako młody człowiek nie miałam pojęcia, w co się pakuję i jak zabrać się do publikacji.

Tak się zakochałam w pisaniu i przekazywaniu wymyślonych historii moim czytelnikom, że tworzyłam kolejne książki – każdą coraz lepszą, gdyż uważam, że poprawił mi się warsztat. Czasami, gdy wracam do swojego pierwszego dzieła, pozmieniałabym kilka rzeczy. Wiem jednak, że jest to dobra książka, która zachęciła wiele dziewczynek do czytania. Otrzymuję mnóstwo wiadomości typu „Marysiu, od zawsze nienawidziłam czytać i uważałam, że książki są okropne, aż natrafiłam na Twoją i teraz już uwielbiam czytanie!”.

Czy rzeczywiście jest tak, jak czasem mówiłaś, że nie masz pojęcia, co spotka bohaterów Twoich powieści i niejako przeżywasz tę przygodę razem z nimi?

Kiedyś rzeczywiście nie miałam pojęcia, co będzie dalej, ale teraz rozplanowuję akcję i lubię do tych planów wracać w sytuacji braku pomysłu na kontynuację przygód. Dzięki temu jestem w stanie dużo szybciej pisać i unikam sytuacji, że po dotarciu do połowy książki nie wiem co zrobić dalej, albo jak bohaterowie mają rozwiązać jakiś problem.

Jedna z czytelniczek porównała Cię do J. K. Rowling. Ona też stworzyła bardzo rozbudowany magiczny świat, zaś inspiracja do napisania „Harrego Pottera” podobno pojawiła się po spotkaniu w pociągu chłopca z rozwichrzonymi włosami w bordowym szaliku. Czy także masz podobne historie dotyczące Twoich książek?

Krąży tyle historii o powstaniu Harry’ego Pottera, że wątpię, czy one wszystkie są prawdziwe. Ale jednocześnie podziwiam, jak dobrze Rowling rozplanowała tak obszerny świat z tyloma szczegółami, jak świetnie wszystko ze sobą połączyła – to naprawdę trudna robota. Dużo osób mi pisało, że moje książki są prawie jak Harry Potter, bo wiadomo, że nic nie jest lepsze niż Harry Potter (śmiech), ale mój styl raczej przypomina Ricka Riordana. Staram się bezpośrednio niczym nie inspirować, aby nie narażać się na zarzuty czytelników, ale wiadomo – styl upodabnia się do pozycji, które na bieżąco czytam. Piszę po prostu tak, żeby mi się podobało, bo tylko wtedy, gdy ja będę zakochana w mojej twórczości, to jest szansa, że komuś także się spodoba.

Kolejna ma być o surferach w czasie apokalipsy. Zdradzisz coś więcej?

Będą tam wybuchy wulkanów oraz uderzenia tsunami i to nie jest spoiler, bo te wydarzenia będą miały miejsce na samym początku. Ogólnie coś będzie działo się we wnętrzu ziemi, będą miały miejsce różne katastrofy. Główni bohaterowie to dwójka nastolatków, która z pomocą swoich przyjaciół będzie musiała przetrwać w bardzo ciężkich i niepewnych warunkach oraz zmierzyć się z wieloma przeciwnościami losu, jak zniknięcie rodziny i powszechna dezinformacji.

Czyli możemy się spodziewać dwóch tomów?

Planuję napisać całość i wtedy ewentualnie podzielić na części, w zależności od ilości treści. Nie chcę zrobić czegoś takiego jak przy pracy nad poprzednimi książkami, że po napisaniu pierwszego tomu zamknęłam komputer i pracę nad drugim zaczęłam dopiero po kilku miesiącach.

„Największym sukcesem w moim życiu jest to, że jestem wolna i mogę pojechać gdzie chcę i kiedy chcę. Praca mnie nie ogranicza, gdyż podróżuje razem ze mną”

Czy niektórzy z bohaterów Twoich książek są wzorowani na prawdziwych osobach z Twojego otoczenia?

Niekoniecznie w stu procentach. Czasami znam kogoś o wyrazistych cechach, a wiadomo że w książkach warto mieć charakterystycznych bohaterów. Jednak nigdy nie jest to całkowita kalka danej osoby. Zdarza mi się za to nazywać ich imieniem ludzi, którzy w jakiś sposób mi się z nimi kojarzą.

Zdradzisz o których bohaterów chodzi?

Mówię tutaj o większości. Na przykład Jack z „Wyspy X” jest Jackiem dlatego, że uwielbiam Jacka Sparrowa z „Piratów z Karaibów”, mimo że nie są do siebie w żadnym stopniu podobni z charakteru. Danny z „Bandy Niematerialnych Szaleńców” ma swoje imię po artyście, którego kiedyś słuchałam i stwierdziłam, że imię to bardzo do niego pasuje. W „Wyspie X” część bohaterów ma nazwiska po moich nauczycielach z amerykańskiego liceum, których po prostu uwielbiałam. Jedna dziewczynka zainteresowana biologią, Lilly Plumley, posiada nazwisko pani uczącej właśnie tego przedmiotu, zaś aktorka Summer Snyder – nauczyciela teatru z teksańskiego high school.

A czy masz w planach poruszenie tematyki skierowanej do starszych czytelników?

Na razie nie, chociaż z każdą kolejną książką odbiorcy są odrobinkę starsi, powiedziałabym, że ta granica przesuwa się za każdym razem o 2-3 lata. Teraz docelową grupą czytelników będą nastolatki, a w przypadku mojego debiutu autorskiego były to głównie dzieci. Ale ja także się rozwijam, mam więcej doświadczeń życiowych. Z drugiej strony, nie napiszę przecież książki dla trzydziestolatków, sama mając 15 lat.

I znowu pojawia się analogia do J. K. Rowling – u niej też każda kolejna część Harry’ego Pottera staje się coraz dojrzalsza, wręcz mroczniejsza od poprzedniej, dostosowując tematykę do wieku swoich dorastających synów.

Tutaj może jest pewna analogia, ale trzeba też zauważyć, że Rowling, zaczynając swoją przygodę z Harrym, była już dorosłą kobietą. Ja jednak byłam piętnastolatką, dodatkowo bardzo dziecinną. Wydaje mi się, że zawsze byłam bardziej dziecinna niż rówieśnicy, dlatego też nie mogłam stworzyć niczego dla starszych, ba, nawet dla równolatków. Nie byłoby to wiarygodne.


A widziałabyś siebie bardziej w literaturze obyczajowej, a może zaskoczysz nas czymś całkiem niespodziewanym – jakimś horrorem albo krwistym kryminałem?

Ja nic nie planuję, gdyż widzę, jak wszystko wokół mnie się zmienia. Dziś powiem jedno, za rok zrobię coś innego… Wolę działać na spontanie i pisać o tym, o czym aktualnie chcę, a nie o tym, co wymyśliłam pięć lat wcześniej. Natomiast wątpię, żebym napisała kiedyś horror. Nie przepadam za nimi – po co się straszyć i nie spać po nocach (śmiech)?

A jaki jest największy sukces w Twoim życiu?

Ciężko powiedzieć, nie ma takiej jednej rzeczy. Chyba najbardziej to, że jestem wolna i mogę pojechać, gdzie chcę i kiedy chcę. Nie ogranicza mnie praca, gdyż praca podróżuje razem ze mną, raczej nie ograniczają mnie pieniądze, choć są miejsca na świecie, które mimo wszystko są dla mnie za drogie. Natomiast mogę pojechać na Wyspy Kanaryjskie i stwierdzić „o, fajnie tu jest, zostanę na 7 miesięcy”.

Studiowałaś również na Politechnice?

Studiowałam zarządzanie, ale go nie skończyłam. Rodzina naciskała na mnie, abym zdobyła wyższe wykształcenie, więc początkowo musiałam się dostosować. Później jednak stwierdziłam, że pojadę na Erasmusa, a potem zrezygnuję (śmiech). I rzeczywiście po Erasmusie nie wróciłam na studia, gdyż miałam zbyt wiele pracy i możliwości, by to wszystko pogodzić. W międzyczasie miałam jeszcze mistrzostwa świata w show dance.

Właśnie, jak tam Twoja pasja taneczna? Czy nadal jest tak żywa jak kiedyś?

Kocham taniec, uczę dzieci tańczyć, ale obecnie poświęcam na niego nieco mniej czasu i wydaje mi się, że kiedyś będę musiała z tym skończyć ze względu na kontuzje. Tym bardziej, że niedawno znalazłam jeszcze lepszą rzecz – surfing – i wiem, że surfować będę do końca życia.

„Niedawno znalazłam jeszcze lepszą rzecz – surfing – i wiem, że surfować będę do końca życia!”

Twoje zamiłowanie do surfingu zaczęło się na Bali?

Zaczęło się na Hawajach, ale wtedy mnie jeszcze tak nie wciągnęło. Pokochałam to na Bali, choć stamtąd akurat musiałam szybko wracać osławionym „LOTem do domu” ze względu na początek pandemii. Później, po przesiedzeniu całego lata w domu, tak tęskniłam za surfingiem, że musiałam gdzieś pojechać. Wybrałam Wyspy Kanaryjskie – miałam tam spędzić dwa tygodnie, zostałam na siedem miesięcy.

Hawaje, Fuerteventura, Bali, Singapur, Tajlandia, Katar, Bangkok, USA – to tylko niektóre z miejsc, które odwiedziłaś – ba, w części nawet mieszkałaś. Czy może coś pominąłem?

W sumie jeszcze prawie cała Europa, ja już nawet nie liczę i nie pamiętam wszystkich krajów, ale dużo ich jest, chyba 18. W sumie sama nie wiem, gdzie leży granica między podróżą a przeprowadzką. Czy jeśli mieszkam gdzieś pół roku i wracam do Polski na kilka miesięcy – gdzie wtedy jest mój dom? Nie wiem. Myślę, że kiedyś gdzieś wyjadę z zamiarem spędzenia tam tygodnia lub dwóch i tak się zakocham w tym miejscu, że zostanę tam na stałe.

Wszędzie gdzie jesteś, nawiązujesz nowe przyjaźnie. Czy masz osoby, z którymi utrzymujesz kontakt mimo upływającego czasu?  Może planujecie jakieś wspólne wyprawy lub spotkania w niedalekiej przyszłości?

Jedną z moich przyjaciółek poznałam na Wyspach Kanaryjskich – Emma jest z pochodzenia trochę Rumunką, trochę Belgijką. Poza tym cały czas utrzymuję kontakt z kolegą z Australii. W Polsce mam dwie bardzo bliskie przyjaciółki – jedną w Rzeszowie, jedną w Krakowie. Moi znajomi są rozsiani po całej Europie. Mimo tego raczej podróżuję sama, gdyż bardzo ciężko jest się z kimś zgrać terminami. Na każdym wyjeździe poznaję kogoś nowego.

Czy wśród twoich 1162 postów na Instagramie jest jakieś zdjęcie, które szczególnie zapadło ci w pamięć? Lub też jakieś wideo na kanale Youtube?

Ponad 1100 zdjęć, a to nie są wszystkie! Część zdjęć usunęłam, gdyż z perspektywy czasu mi się nie podobały. Wiele niedoskonałych zdjęć jednak zostawiam, aby dać przykład tym wszystkim dziewczynkom, że nie trzeba zaczynać od Bóg wie czego, a początki nie zawsze bywają piękne. Ja ogólnie mam bardzo zdjęciową pamięć i jeśli chcę coś zapamiętać, to robię temu fotkę (co czasem denerwuje towarzyszących mi ludzi). Wtedy mogę zawsze wrócić do tych wspomnień, a teraz jest to tym łatwiejsze, że algorytmy Instagrama i Facebooka same podsuwają wspomnienia. Pierwsze, które przychodzi mi do głowy, to zdjęcie, na którym jeżdżę na deskorolce surfingowej w skateparku w Las Palmas.

I tutaj element edukacyjny dla młodszych, ale też starszych czytelników – zawsze trzeba mieć ochraniacze i kask!

Tak, oczywiście – powiedziała Marysia, która na zdjęciach jest bez kasku (śmiech). Ale to tylko dlatego, że miałam na miejscu zaledwie jedną walizkę i naprawdę nie znalazłam miejsca na kask, w którym zawsze jeżdżę w Polsce. Ale na moje usprawiedliwienie powiem, że kupiłam wtedy swoje trzecie ochraniacze, mimo że w domu już miałam dwa zestawy, a dobre ochraniacze potrafią być bardzo drogie. Ale czego się nie robi dla bezpieczeństwa – stwierdziłam, że lepiej wydać 300 zł niż pojechać do szpitala w razie upadku, szczególnie za granicą.

A masz jakąś historię, na której wspomnienie dostajesz gęsią skórkę?

Raz rozcięłam sobie palec podczas surfowania na Bali i trafiłam do szpitala, który wyglądał jakby miał sto lat. Dopiero później trafiłam do prywatnego szpitala, który praktycznie był tylko dla podróżnych, bo miejscowych nie byłoby na niego stać. Spotkałam tam najcudowniejszego lekarza w życiu – mimo że później trafiłam na kwarantannę z powodu wybuchu pandemii, to opiekował się mną online – kazał mi wysyłać zdjęcia, sprawdzał, czy rana się dobrze goi, po prostu anioł! Oby takich więcej.

Robimy kisiel w zlewie, włamaliśmy się na basen o północy w sylwestra, golimy kiwi golarką, kotlet z psa zmielonego z budą – to tylko niektóre z tematów, które poruszasz na swoim kanale z podcastami. Może chciałabyś rozwinąć któryś z tych tematów?

(Śmiech) Ten podcast jest inspirowany moim ulubionym youtuberem– Davidem Dobrikiem – i wszystkie tytuły jego podcastów to są takie clickbaitowe historie. Stwierdziłam, że zrobię to samo, z tą różnicą, że jego odbiorcami są głównie dorośli, a ja tworzę dla dzieci. Stąd tak szalone tytuły.

A już jutro kolejna część wywiadu, w którym Marysia opowie o swojej wymianie w amerykańskim liceum oraz o blaskach i cieniach prowadzenia kont w mediach społecznościowych. Stay tuned!
Rozmawiał: Michał Oleszko

1 thought on “J. K. Rowling z Rzeszowa – jak Marysia Krasowska stała się idolką polskich nastolatek (część 1)”

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *