Menu

O dwóch Brytyjczykach bujających w obłokach

1

 

W 1862 roku aby wzbić się balonem w powietrze należało jedynie wyrzucić poza kosz worki z piaskiem i otworzyć zawór wypuszczając lekki gaz (taki jak wodór). Po wzbiciu się na odpowiednią wysokość od Ziemi należało zwolnić kotwicę, która zaczepiając się o drzewa zatrzymywała balon, pozwalając tym samym na przyciągnięcie go w stronę ziemi. Podczas gdy inni starali się utrzymywać widok ziemi, James Glaisher chciał sięgać wyżej, chciał zbadać „powietrzny ocean”.

 

Zrozumieć siły atmosferyczne

James Glaisher urodził się w Rotherhithe na południu Londynu. Był aeronautom i meteorologiem - być może jednym z największych meteorologów jakich nosiła matka ziemia. Glaisher po raz pierwszy swój wzrok w stronę nieba i gwiazd skierował, zajmując się mapowaniem kontur najwyższych szczytów w Irlandii. „ Jestem często zmuszony do pozostania ponad lub wśród chmur”, pisał. „A zatem prowadziłem badania nad barwą nieba, delikatnym odcieniem chmur, ruchem nieprzejrzystych mas oraz nad kształtem płatków śniegu”. Jego zainteresowanie sięgnęło zenitu, kiedy przeniósł się do wielkich obserwatorium w Cambridge i Greenwich. „Często kiedy chmury nagle zasłaniają gwiazdy, ja chce znać przyczynę nagłych uformowań i procesów, które temu towarzyszą”.

Kiedy badania z powierzchni ziemi zaczęły ograniczać jego ambicje, postanowił przekonać Brytyjskie Stowarzyszenie na Rzecz Rozwoju Nauki do sfinansowania swoich podróży balonem. Glaisher nawiązał współpracę z doświadczonym baloniarzem Henrym Coxwellem, który miał mu towarzyszyć podczas tej wyprawy w nieznane. Ich główna misja polegała na zrozumieniu sił atmosferycznych odpowiadających za opady deszczu. Przed pierwszym lotem „spędził dużo czasu na stworzenie odpowiedniej aparatury”, mówi John Baker archiwista z Brytyjskiego Muzeum Balonów.

 

Powietrzny ocean i pruski błękit

Ich pierwszy lot odbył się 17 Lipca 1862 roku. Wystartowali z Wolverhampton o 9.43. Po dwunastu minutach od startu przebili się przez warstwę chmur. Pod wpływem ciepła słonecznego, wypełniony balon – ogromna konstrukcja zawierała 2500 m3 gazu – wyglądał na niemal idealną kulę. Cień balona na chmurze poniżej został „otoczony czymś w rodzaju korony barw w pryzmatycznych kolorach”, pisał Glaisher, a niebo – zauważył – zmieniło barwę na „głęboki błękit pruski”.

Jego późniejsze loty odbywały się z Crystal Palace w Londynie, oferując zatem niepowtarzalny widok brytyjskiej stolicy. „Podświetlone tarcze zegara w Pałacu Westminister były jak dwa pełne księżyce”, a Commercial Road „ukazał się jak linia olśniewającego ognia”, opisywał Glaisher dopisując przy tym, że „pole widzenia pokryte jest złotym pyłem, aby posiadać siłę pozwalającą zobaczyć owe maleńkie źródła światła jako olśniewające gwiazdy”. W dzisiejszych czasach tanich i łatwo dostępnych podróży lotniczych łatwo zapomnieć o fantazji, która ukryta była kiedyś w powietrznych podróżach. W 1862 roku James Glaisher należał do tej małej garstki ludzi, którzy widzieli świat w ten sposób, a jego literackie opisy pozwalają nam zobaczyć świat jego oczami. Opisuje „doskonałe piękno” chmur, „prezentujące czasem górską scenerię nieskończonych różnorodności i wspaniałości.”

 

Historyczny lot z 5 września

5 września 1862 roku „piękne niebieskie niebo bez chmur”, pisał Glaisher zawitało nad Londynem. Lot rozpoczął się optymistycznie, jednak Panowie James i Henry wznieśli się za daleko, piękne widoki wyprowadziły ich na manowce. Kiedy wzbili się na ponad 8 km, a temperatura spadła poniżej -20°C, Glaisher zwrócił uwagę na problemu ze wzrokiem: „Nie widziałem drobnego słupka rtęci w higrometrze, ani wskazówek zegara i przyrządów”.

Musieli obniżyć lot, jednak na domiar złego kotwica balonu zaplątała się o inne liny, przez co wciąż się unosili. Coxwell musiał wyjść z kosza balonu i wspinać się bez żadnych zabezpieczeń, na wysokości ponad 8 kilometrów, aby rozplątać kotwicę. Podczas rozplątywania Coxwell poczuł, że traci kontrolę nad swoim ciałem. Zdając sobie sprawę z zagrożenia życia, złapał zębami odpowiednia Line i szarpnął głową kilka razy. Ku jego ogromnej uciesze kotwica zaczęła upadać. Lecz gdy on kontynuował swoją wspinaczkę pośród lin, Glaisher powoli zaczął tracić przytomność.

 

2

 

Dzisiaj wiemy co było powodem tych, nazwijmy to „utrudnień”. Ani Glaisher, ani Coxwell nie rozumieli wtedy swojej choroby wysokościowej (którą w oryginale możemy ochrzcić nazwą „balloon illness”). Z aktualnych badań neurologicznych wynika, że mogli oni cierpieć ze względu na zbyt szybki wzrost wysokości. Zbyt szybkie wznoszenie prowadzi do spadku ciśnienia krwi, tworząc tym samym pęcherzyki w tkance nerwowej, czego wynikiem są nudności, paraliż czy chociażby utrata przytomności.

Panowie oszacowali, że wznieśli się na odległość 37.000 stóp, co zgodnie z europejskim standardem pomiarowym daje 11 kilometrów. Dodajmy jedynie, że dokonano tego w XIX wieku!

 

Martwe gołębie

Glaisher na pokład balonu wykonującego historyczny lot zabrał kompas, higrometr i butelkę brandy. Postanowił również zabrać sześć ptaków – gołębi. „Jednego wyrzuciłem na wysokości trzech mil” – pisał później, „kiedy rozszerzyła swoje skrzydła spadła jak kawałek papieru. Drugi na wysokości czterech mil, poleciał spiralą w dół. Trzeci został wyrzucony pomiędzy czwarta i piątą milą, i spadł w dół jak kamień”. Ledwo zauważył to zjawisko, zaczął mdleć z powodu choroby wysokościowej (balloon illness).

Po zakończeniu dramatycznych przygód z udziałem Coxwella wspinającego się po linach balonu, ten po wejściu do kosza balonu postanowił obudzić Glaishera, który zaraz po przebudzeniu zaczął opisywać wszystkie swoje odczucia – odnotował je później w książce pt. Travel’s in the Air. Pozostał tylko jeden gołąb, gdy dotarli na ziemie. Było to tak mocno traumatyczne przeżycie dla ptaka, że przed odlotem przylgnął na 15 minut do ręki Glaishera.

 

3

 

Praktyka matką wizjonerów

Na wydarzenia z 5 września James Glaisher zareagował ze stoickim spokojem, zawiadomił że wyszedł bez szwanku z tego zdarzenia, a jego „nieprzytomność nie sprawiła mu problemów”. Po historycznym locie, wykonał ponad dwadzieścia innych lotów, dokonując przełomowych odkryć meteorologicznych. Odkrył że krople deszczu tworzą i gromadzą wilgoć. Dodatkowo udowodnił że siła wiatru jest inna na różnych wysokościach.

Obecnie tego rodzaju pomiary meteorologiczne dokonywane są z bezzałogowych balonów. Chociaż niektórzy śmiałkowie do dzisiaj używają balonów w swoich szalonych podróżach. Felix Baumgartner swój „kosmiczny skok” z 39 kilometrów wykonał wylatując na podaną wysokość nowoczesnym balonem z helem.

Firma Virgin Galactc planuje wprowadzić na tyle dalekie loty balonem, aby zobaczyć zakrzywioną kule ziemską pośród ciemności – zadziwiający efekt, który tak wielu astronautów opisywało i podziwiało. Zaletą zapewne jest to, że loty balonem są spokojniejsze, niż lot statkiem kosmicznym z napędem rakietowym.

 

„Ciemność mnie obezwładniła…”

„Ciemność mnie obezwładniła… wiedziałem że nie doświadczę niczego poza śmiercią ”, pisał Glaisher (na którego cześć nazwano jeden z kraterów na Księżycu). Jednak jakimś cudem on i Coxwell przeżyli dzięki niewyobrażalnemu szczęściu. Ich lot jest jednym z najodważniejszych w historii lotnictwa, a może nawet był spojrzeniem w przyszłość lotów kosmicznych.

 

                                                                                              Rafał Bolanowski