Menu
A+ A A-

 Chociaż była to najdłuższa podróż w moim życiu - 20 godzin w wypchanym po brzegi autokarze, z przesiadką w Gliwicach i około piętnastoma przerwami (z czego 90% w godzinach od 22:00 do 5:00) -  to przebiegła  ona całkiem spokojnie. Zaplanowałam sobie na ten czas mnóstwo atrakcyjnych zajęć, takich jak rozwiązywanie krzyżówek, porządkowanie plików w smartphonie czy liczenie czerwonych aut mijanych po drodze. Okazało się to jednak zbędnym wysiłkiem, gdyż przemiła obsługa zadbała o to, by podróżujący, którzy akurat nie śpią (a w pozycji siedzącej było zadanie raczej niełatwe), spędzali czas na oglądaniu mało ambitnych filmów. Internet był, aczkolwiek nie działał, co jakoś szczególnie mnie nie dziwiło (w końcu jestem rodowitą Polką, niewiele mnie może zaskoczyć). Niestety kiedy mijaliśmy granicę zaczynało się już ściemniać więc nie zobaczyłam za wiele z mijanych po drodze krajów, a jechaliśmy przez Czechy i Austrię. Jednak wszystkie te trudy zostały wynagrodzone, gdy w środku nocy (ostatni przystanek, godzina 5:04) na jakiejś stacji przeczytałam, iż, ku radości mojego pęcherza, il bagno jest chiuso, a podstarzały Włoch skwitował mnie bełkotliwym: ,,Mamma mia!” (Nie wiem czy wyglądałam tak źle czy tak dobrze, ale o tej porze było mi właściwie wszystko jedno, zresztą jemu pewnie też). Już wiedziałam że jestem w (nowym) domu.

  

image