Menu
A+ A A-

Powiedzcie mi, jak to możliwe, że (w ciągu zaledwie miesięcznego pobytu we Włoszech)  przeżyłam trzy trzęsienia ziemi?

Jedyne co jestem w stanie na ten temat powiedzieć to tylko tyle, że gdyby nie alarm w całym mieście i ociekające paniką wiadomości od znajomych na facebooku oraz whatsappie, nie wiedziałabym nawet, że cokolwiek się stało.

W niedzielny poranek (a więc zaraz po sobotniej imprezie) 99,9% erazmusów zostało drastycznie wyrwanych ze słodkich objęć Morfeusza przez silne wstrząsy (6,3 w skali Richtera). Pozostali (dla słabych z matmy przypominam, iż 100%-99,9%=0,1%,wiem z autopsji, że na studiach szybko zapomina się o tak skomplikowanych obliczeniach), czyli ja, byli już dawno na nogach. Pytam więc raz jeszcze: Jak to możliwe, iż osoba która jest: a) rozbudzona, b) (w miarę) trzeźwa i c) o (przypuszczalnie) zdrowych zmysłach może PRZEGAPIĆ TRZĘSIENIE ZIEMII? Dla porównania, ze sprawozdań moich znajomych wynika, iż ich łóżka przesuwały się uderzając o ściany, a książki spadały z półek. Nie, nie mieszkają oni wcale daleko ode mnie, bo doświadczenia mojej współlokatorki były identyczne, czyli za sąsiednią ścianą wstrząsy były na pewno. Tak więc, podczas gdy inni żegnali się z życiem i zmawiali ostatnie dziesiątki różańca, ja w swej błyskotliwej refleksji zastanawiałam się, czy ,,zawroty głowy” to skutek niewyspania, wina, czy obu tych czynników jednocześnie. Zapewne, gdy przyjdzie prawdziwy koniec świata, westchnę zrezygnowana i po raz kolejny obiecam w duchu, że od jutra nie piję.

 

image 2