Menu
A+ A A-

3 dzień stycznia Roku Pańskiego 2017, Forli, stolica prowincji Forli-Cesena, Włochy.

Erazmus+ program, dzień 108.

Po zapłaceniu czynszu za styczeń oficjalnie skończyły się pieniądze ze stypendium (a przynajmniej do czasu ostatecznego rozliczenia po powrocie). Zostało mi dokładnie 48 dni do ukończenia programu (wliczając w to sesję poprawkową, którą przezornie umieściłam w swoim planie). Zaczyna się więc walka o przetrwanie. Biorąc pod uwagę dzienne zapotrzebowanie kaloryczne dla osoby dorosłej, zgromadzone przeze mnie zapasy żywności powinny wystarczyć na 4 do 5 tygodni, pod warunkiem, że 90% mojej diety stanowić będzie makaron, a pozostałe 10% - florenckie wino. Nie jest źle. A co do pozostałych dwóch tygodni... no cóż, podobno Mahatma Gandhi przeżył bez jedzenia 3 tygodnie. Zakładając, że to prawda, ostatkiem sił dam radę dowlec się z powrotem do Polski. Grunt to pozytywne nastawienie i dobry plan (choć patrząc na stan bankowego konta, w tym drugim nie jestem raczej zbyt dobra). Pozostaje więc tylko kwestia zapłacenia rachunków za luty, ale jak pisze św. Mateusz: Nie troszczcie się więc zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie. I choć rozum podpowiada mi, iż jestem w czarnej... dziurze, to ukształtowana przez ostatnie kilka miesięcy włoska osobowość mówi, że pora na cappuccino. Bo martwić się mogę jutro, a cappuccino pija się tylko do południa. Zasady to zasady. Kawa zawsze wygrywa z rozumem. Viva l’Italia!

 

image 9