Menu
A+ A A-

"Piórem" pisane

Mówią, że najtrudniej jest zacząć. Istotnie, nad pustym wordowskim dokumentem siedzę od kilku dobrych minut i w głowie totalna pustka. Tym bardziej, że powiedziano mi o czym ma być ten pierwszy tekst. Co do innych na szczęście nie dano mi żadnych zakazów, nakazów czy instrukcji.. Dziś mam napisać o sobie, a to chyba zawsze najtrudniej.

Postaram się gościć u Was ze swoimi felietonami co jakiś czas. Czasem mając nadzieję wywołać u Was uśmiech, czasem wzruszenie, może zakiełkowanie zupełnie nowych myśli lub inspiracji ale kim jestem?

Kobietą przed trzydziestką nade wszystko kochającą pisanie. Piszę od wielu lat, najpierw do szuflady, później tworzyłam różnorakie blogi, współpracowałam z wirtualnymi czasopismami, czy gościłam na łamach innych. Aktualnie piszę na www.2giezycie.pl i mam nadzieję pisać tam już zawsze. Ta strona jest moją autorską stroną, w której znacznie łatwiej przychodzi mi pisanie niż zarządzanie i zmiany informatyczno-graficzne, bo tego szczerze nie potrafię. Adres mojej strony mówi wszystko o moim życiu. Moje życie jest wyjątkowe bo drugie, obchodzę urodziny dwa razy w roku i jedne od drugich dzieli jedenaście lat. Moje drugie życie zaczęło się od dnia w którym przeszłam przeszczep serca. Zabieg, który miał na mnie wpływ nie tylko dlatego, że dzięki niemu żyje ale też dlatego, że to dzięki niemu uświadamiam sobie jak ważne jest życie – samo w sobie, w najdrobniejszym szczególe.

Ale o tym z pewnością będzie okazja jeszcze opowiedzieć.

Kim jeszcze jestem? Aktywną uczestniczką koncertów i festiwali, molem książkowym, pochłaniaczem filmów, czasem ubabranym po pachy w klejach, farbkach, wycinkach papieru „artystą”, wrażliwym odbiorcą rzeczywistości. Niespecjalnie umiem wymienić wszystko to czym się pasjonuje, co sprawia mi przyjemność i co zapełnia dni. Główną moją pasją jest pisanie i to zamierzam robić, a z czasem czytając moje teksty będziecie wiedzieć o mnie więcej…  

Agata Jezierska

 

 Agata

Zagrałam z Orkiestrą

  • Agata Jezierska

Mija tydzień, a ja nadal myślami jestem przy Orkiestrze. 25 lat Orkiestrowego grania, jubileuszowy finał za nami. Było jak zawsze, pięknie, solidarnie, kolorowo, radośnie ale i wzruszająco. Bo nie może być inaczej kiedy coraz więcej opowiadanych w mediach historii jak to Orkiestra zmieniła czyjeś życie, uratowała zdrowie, pozwoliła na powrót do aktywnego życia poza murami szpitala. Takich historii jest mnóstwo. Jest też sporo takich jak moja.

Orkiestra nie przyczyniła się w sposób dosłowny do uratowania mi zdrowia czy życia. Byłam dzieckiem, leczonym w klinice dla dorosłych gdzie takiego sprzętu nie było - tak wyszło. Ale Orkiestra mnie zmieniła, ocaliła, ukształtowała. Pewnie byłabym bez Orkiestry ale kim?

Orkiestrze zawdzięczam tak wiele, że nie zmieści się to ani w tym ani w setce innych felietonów. Orkiestrze, Jurkowi Owsiakowi zawdzięczam wszystko – zawdzięczam to jakim człowiekiem jestem, czym się kieruję, co wypełnia mój czas..

Jako mała dziewczynka nie mogłam z powodów zdrowotnych dołączyć do Orkiestrowego grania choć szybko zaczęłam o tym marzyć. Pamiętam jeszcze te pierwsze Finały, które Jurek zapowiadał w swoich telewizyjnych programach z Agatą Młynarską. Choć nie wiem czy pamiętam sam pierwszy finał, bo kilka pierwszych są dla mnie całością, jednym wielkim dziecięcym wspomnieniem i marzeniem, że „kiedyś tam będę”.

Do Orkiestry dołączyłam przy 13 Finale, który dla mnie wcale nie był pechowy. Już wtedy poczułam bakcyla, dowiedziałam się dlaczego tak naprawdę warto i co czują Ci wszyscy ludzie z puszkami, a czują przede wszystkim przynależność, solidarność i wielką radość. Wtedy dokładnie to czułam. I nie pamiętam przejmującego zimna, choć wiem że to był zimny Finał, pamiętam spotkanych ludzi, ich uśmiechy i parę, która zdecydowała się wrzucić do puszki pierścionek zaręczynowy…

Od tamtego Finału grałam z Orkiestrą już zawsze, czasem bardziej, innym razem nieco mniej ale zawsze. W tym i poprzednim roku zbierałam i uczestniczyłam w Finale w samym sercu wydarzeń, w stolicy naszego kraju. Dlaczego tam? Nie dlatego, że tam jest lepiej, bardziej kolorowo, tam umawiam się ze swoimi przyjaciółmi z różnych części kraju, z którymi za kilka miesięcy rozbijemy namioty na Woodstocku.

Zbierałam pieniądze do puszki przez cały dzień i nawet pobiłam swój rekord. Na szczęście wielu z nas pobiło rekordy, co wróży ogromny sukces.

Sukces już jest bo jest zawsze kiedy się udaje, a od 25 lat dokładnie tak jest, ale jest większy kiedy jest więcej pieniędzy bo one przekładają się na jeszcze więcej medycznego sprzętu, a ten z tego finału trafi na oddziały ogólno-pediatryczne i geriatryczne. I z tego powodu sukces finansowy cieszy.

Nie wiem czy jest ktoś, kto popiera Orkiestrę, a kogo trzeba przekonywać do tego aby zagrał z Nią. Bo owszem, to styczeń i zimno i często Orkiestra gra w czasie sesji ale żadna 5 z egzaminu nie da takiej satysfakcji jak finał z Orkiestrą. Żadna pochwała egzaminatora nie dorówna, świadomości tego w czym się uczestniczyło i do czego się przyczyniło. Nic nie zagrzeje serca tak bardzo jak poczucie jedności, solidarności z każdym mijanym wolontariuszem. Nic, na pewno nie zrekompensuje uczucia, kiedy za kilka lat będziemy stali nad swoimi maleńkimi dziećmi ze świadomością, że ich maleńkie uszy zostały przebadane przez Orkiestrowy sprzęt, albo że z kłopotów pozwolił nam wybrnąć aparat z czerwonym serduszkiem.

A jeśli z jakiegoś powodu czujesz się nie przekonany co do słuszności akcji to po prostu idź na oddział dziecięcy, rozejrzyj się, popytaj – bardzo możliwe, że w Twoim otoczeniu jest ktoś kto by nie istniał gdyby nie ta wspaniała akcja.