Recenzja filmu – Gadające głowy

Sukces filmu „Amator” sprawił że o Krzysztofie Kieślowskim zaczęło robić się głośno, jednak mimo pokusy sławy , postanowił nie rozstawać się na dobre, z kinem dokumentalnym. Dowodem tego, jest krótkometrażowy film, który powstał rok po „Amatorze”.

„Gadające głowy” (1980)  to niezwykłe kino zabierające widzów w podróż. Podróż zwanym życiem. Kieślowski pakuje do plecaka, najpotrzebniejsze rzeczy. Wielu może zdziwić, jak minimalistycznym człowiekiem był ten artysta-podróżnik. W plecaku który pomieściłby wiele niepotrzebnych różności- tak potrzebnych w dzisiejszym świecie-  Krzysztof Kieślowski zabrał tylko trzy pytania: „ W którym roku się urodziłeś?”, „Kim Ty jesteś?” oraz „Co jest dla Ciebie najważniejsze, czego byś chciał?”.

Pierwsze pytanie, bywa przez odpowiadających pomijane, jakby wstydzili się swojej metryki. Z pomocą jednak, przychodzi nam montażystka- Alina Siemińska- informując, za pomocą białych cyfr które układają się w rok urodzenia, z ilu letnim rozmówcą, widz ma do czynienia.

Na drugie pytanie, już znacznie chętniej padały odpowiedzi- chętniej lecz zdawkowo. Jakby myśleli że nie mają za wiele do zaoferowania w podróży, twierdzili że jeszcze niewiele kroków postawili, niewiele drogi przebyli . Jeden rozmówca, stwierdził nawet że jest „nikim”.

Na trzecie pytanie, odpowiedzi padały najchętniej. Rozmówcy Kieślowskiego snuli piękne opowieści na temat marzeń, celu ich podróży, a może ceku jednego z etapów.

O niezwykły klimat podróży, postarali się operator i dźwiękowiec, kolejno: Piotr Kwiatkowski oraz Michał Żarnecki. Zdjęcia Kwiatkowskiego są skąpane w czarno-białej stylistyce w której przeważa jednak kolor czarny, są takie momenty w filmie, gdy widzimy niewiele więcej niż zarys głowy podróżnika- tutaj musi zadziałać nasza wyobraźnia.

Sfera dźwięku Żarneckiego jest niczym spakowany na początku plecak- minimalistyczny. Słyszymy jedynie dźwięk wypowiedzi oraz otoczenia. Muzykę w tym filmie, doświadczymy jedynie na początku i na końcu. Muzyką są tu dźwięki bębna, sprawiające że czujemy lekki dyskomfort- jak zresztą w każdej podróży, musi nas coś uwierać.

Mimo iż film trwa mniej niż kwadrans, otrzymujemy niezwykłą lekcje życia- lekcje której żadna szkoła, żadna książka nam nie jest w stanie zaoferować. Magią tego krótkiego metrażu, jest również to że każdy jest w stanie odnaleźć się w twarzach, współuczestników wyprawy . Z jednymi odpowiedziami, utożsamiamy się bardziej, z drugimi mniej, ale nie opuści nas przekonanie że gdzieś już tego człowieka spotkaliśmy, w pewnym momencie nasze drogi zostały splecione.

Moja ocen to : 9/10

Autor: M. Liguz

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

LIVE OFFLINE
track image
Loading...